Ależ miałam ochotę na kotka.
Nie posiadałam wprawdzie wełny szaroburej,takiej na dachowca pospolitego,więc kukielkowałam z tego,
co w koszyczku znalazłam.
I się wydłubał puchaty ( nawet bardzo,baaardzo) kotek mały.
Kotek jest też mocno lśniący.
Prawie że pers ;)
Pod szyją,na czerwonej krawatce posiada dzwoneczek.
A że to kociczka elegancka,to ma też zakokardkowany ogon.
Powiem,że jest prześliczna.
I uśmiecha się pod wąsem,co u moich szydełciaków jest rzeczą niespotykaną.
Nuka
Na zdjęciach nie widać zbyt dobrze tego,
jak mocno jest lśniąco-kudłata...
Utrudniłam sobie życie i dziergałam na tę bardziej kłaczastą stronę.
Jutro se zakupię włóczkę szarą i wyprodukuje jeszcze ze dwa dachowce.
Mój starszy Ogon twierdzi,że to myszka.
Ale ja uważam,że wykukiełkowałam kotka.
I tej wersji się trzymam
;)))
Pozdrawiam cieplutko wszystkich mnie odwiedzających :*