Za pieczenie szarlotki
myszka się zabrała.
Składniki ślicznie przygotowała.
Jaja rozbiła,
do reszty dodała.
Co z tego,że mała ?
Z góry zeskoczyła,
kulę utoczyła.
Gdy ta w lodówce leżakowała,
to myszka jabłka ubrała.
No ... sobą by nie była,
gdyby się jednym nie pożywiła.
Ubiła pianę w różowym kolorze
i myśli...
... jeszcze kruszonkę położę !
I do piecyka blaszkę schowała.
Na ciasto cieszy się myszka mała !
Łapki zaciera,
ślinę przełyka.
Nagle...
zagląda do piekarnika !
Ach ! co to ?
Rety !
O,jakaż bieda !!!
Szarlotki z blaszki się wyjąć nie da !
To wina jabłek !!!
Myszka orzekła.
Bo przecież dobrze szarlotkę piekła ?
Może nie była za idealna,
ale na szczęście
Baaardzo (z)jadalna !
;D